niedziela, listopad 01, 2009

Ot, sprzedawczyk!

Jedziemy na basen: Słomka, dzieciaki i ja, Tomek kontynuuje remont łazienki. Ja zbieram graty, Słomka upycha dzieciaki w samochodzie. Jakieś 50 metrów od parkingu przed pływalnią ekscytacja na tylnym siedzeniu sięga zenitu:
S: Oo, już widać!
O: Ooo, i urosły tu takie zjeżdżalnie!
S: Mama, możemy odpinać pasy?
A: Nie! Jeszcze nie! Ja wam powiem kiedy możecie.

mija 5 sekund ciszy

O: Mama, a mi ciocia nie zapięła pasów!

5 sekund na analizę sytuacji:

A: Słomka, zapięłaś ich?
S: No jasne!
A: Olgierd nie ściemniaj, ciocia zapięła twój pas!
O: eee... bo to się tak samo odpięło!

Proszę, jak szybko to się nauczył co robić, żeby ratować własny tyłek. Najlepszą ciotkę by sprzedał łotr dla własnej korzyści!

czwartek, październik 29, 2009

Jedziemy na wycieczkę...

W poniedziałek grupa żółta i grupa czerwona pojechały na wycieczkę do Muzeum w Uzarzewie. Odbieram chłopaków z przedszkola:

A: No to jak tam faceci, udała się wycieczka?
S: ooo taaak, tam były trzy sale i były dziki i skóry takie i strzelby
O: I jedliśmy "lubisie" na pikniku, a ten muzeum nazywał się pałac, wiesz?
A: No, to super, a w autobusie to siedzieliście razem?
S: Nie, ja siedziałem z Jerzykiem i byłem grzeczny. A z powrotem to jak się zmęczyłem to siedziałem trochę cioci na kolanach, żebym sobie odpoczął.
A: Olek, a ty z kim siedziałeś?
O: Ja siedziałem z Mikołajem i z Kacprem
A: No coś ty, w trójkę na dwóch siedzeniach siedzieliście?
O: Nie, ja siedziałem z Kacprem i z Mikołajem!
A: Olek... a za wami to kto siedział?
O: Za nami to już był koniec autobusu

Komentarz z Płocka: No cóż, nie każdy jest tak fajny, żeby siedzieć na tyle autobusu!

poniedziałek, październik 26, 2009

Mam dwie ręce

A: Dalej faceci, zakładać buty!
S: Ja już mam założone!
A: No to super. Olgierd dalej buty wciągaj
O: Ale ja mam zajęte ręce
A: Jasne jasne, masz dwie lewe ręce powiedz lepiej
O: Tak, ja mam dwie lewe ręce zajęte!

I oto jest cała prawda o Olku: ma dwie lewe ręce i w dodatku cały czas zajęte.

niedziela, październik 04, 2009

Co to jest życie

A: Olgierd, a co to jest życie?
O: Życie to jest jak ktoś wpadnie do wody we wszystkich ubraniach, i w kurtce i w szaliku. I wtedy można mu uratować życie
A: Seweryn, powiedz mamie co to jest życie?
O: No mówię, że życie to jest...
A: Ale ja nie pytam ciebie, teraz pytam Seweryna. Seweryn, co to jest życie?
S: Eee... no życie to jest...eee... no to Olek powiedział, że to jest jak do wody się wpadnie.

wtorek, wrzesień 29, 2009

Twórca nowych odmian

Olgierd je kolację. Standardowo - rogal z miodem.

O: Mama, a co to tutaj jest na tej bułce?
A: Gdzie?
O: No tu, te małe na bułce?
A: Aa, to jest sezam, takie ziarenka sezamu, żeby smak był lepszy - zapewne za chwilę zażąda zeskrobywania sezamu, więc szybko uzupełniam - Sezam jest bardzo zdrowy, ma dużo witamin i dzięki niemu dzieci szybko rosną
O: Mama, a posadzimy na ogródku?
A: Na ogródku? Wiesz co, ja nie mam pojęcia jak się sadzi sezam
O: Mama, posadzimy, posadzimy i będą nam rosły na ogródku takie buły na krzaczkach!!

piątek, wrzesień 25, 2009

Dialogi małżeńskie

Późny wieczór. Dzieciaki śpią.

A: Ale ja to już dzisiaj nie szykuję im ciuchów do przedszkola na jutro
T: Jak to nie?
A: Nie, mam dosyć tej rutyny. Codziennie to robię, a Tobie się nic nie stanie jak raz rano po prostu wybierzesz im rzeczy, w które mają się ubrać
T: Nie!
A: A to niby dlaczego?
T: Bo nie mam ochoty ciągle wysłuchiwać, że to nie jest bluzka Seweryna tylko Olka i że Olek nie pójdzie w tych spodniach, bo to są Seweryna.
A: A kto ci tak mówi?
T: No oni!
A: No to do pioruna, czy tylko ja w tym domu wiem, które ciuchy są czyje?
T: No nie, oni też to wiedzą!

Nie uszykowałam!! Nie wiem czy się bać odbierać dzieciaki z przedszkola czy raczej nie koniecznie

czwartek, wrzesień 24, 2009

Dni pod znakiem białego kitla

W środę byliśmy na szczepieniu przeciwko grypie. W trójkę, ojciec zrezygnował. Rzekomo ze względu na remont łazienki. W przychodni chłopaki zajęli się plastikowymi kubeczkami z wodą, udało się więc zaprowadzić ich do gabinetu na raty. Na pierwszy ogień poszedł Seweryn. Na pewniaka wszedł do gabinetu
S: A tu będziecie mnie badać?
A: No, tu zrobimy ci szczepienie
S: (na widok gumowych rękawiczek) Oo, a dostanę taką rękawiczkę?
A: Ale to dopiero po szczepieniu

Po fakcie rzeczywiście dostał tą rękawicę i jeszcze gratis naklejkę "Dzielny pacjent". Kiedy łzy obeschły i odpowiednio ukryłam plaster można było przystąpić do wymiany pacjentów. Na korytarzu:

O: Oo, ja też chcę taką naklejkę!
A: Tak? No to chodź ze mną, ale zaraz zobaczysz, za co Seweryn ta naklejkę dostał!

I tu nastąpił mały wrzask, ale bez większych emocji. Naklejka załagodziła sprawę. W domu na widok Tomka, ze smutną miną ofiary:

O: Tata, a tam była taka pani i ona mnie ukłuła kolcem i ja płakałem bo ja się boję jak ze mnie leci krew...

Dziś z kolei poszliśmy z Olkiem na pierwszą wizytę u dentysty. Bez wiercenia, więc na luzaku. Stąd również wyszliśmy z rękoma pełnymi suwenirów typu pasta do zębów i dyplom. Godzinę później zabrałam się za przygotowanie ciasta na naleśniki. Olgierd walczy mikserem w misce, z pokoju słychać Seweryna:

S: Oleeek!
O: Co?
S: Chooodź tutaj!
O: A po co?
S: No chodź do mnie teraz!
A: Halo, a po co ma do ciebie przyjść?
S: No bo ja chcę zobaczyć jego zęby!
A: Ej, taki jesteś mądrala, to sam sobie przychodź tutaj leniu jeden ty!

Wchodzi do kuchni, staje za plecami Olka, charakterystycznym ruchem "strzela" gumową rękawicą naciągając ją na prawą rękę i chwyta Olka za podbródek.

S: No Olek, pokaż mi swoje zęby!